Przyjaźnie, przyjaciele, przyjaciółki, psiapsiółki!

Gdy byłam młodsza przykładałam do tego tematu dużą wagę. Dziś tak nie jest. Z wiekiem nauczyłam się, jak rozróżniać ludzi wartych zainteresowania i nie. Takich, którzy ściemniają, są fałszywi i obłudni, oraz takich którzy zasługują na coś więcej. Jestem osobą, która obdarowuje zaufaniem już na początku znajomości. Sęk w tym, czy dana osoba utrzyma to zaufanie. Gdy je straci, będzie musiała je odpracować, a to już nie taka łatwa sprawa. Muszę przyznać, że od kilku lat w moim otoczeniu istnieje ogromna rotacja ludzi. Wiem, nie ma się czym chwalić, ale to tylko potwierdza regułę, że z przyjaźnią nie jest tak prosto, jak się wydaje...



Może powinnam rozpocząć od książkowej definicji przyjaźni i przyjaciela. Zdecydowanie jest to osoba, która obdarowuje nas przyjaźnią. Co to jest przyjaźń? Więź, która łączy, podbudowuje naszą samoocenę, cnota, będąca wartością samą w sobie, podobieństwo charakterów itd.
Dla mnie przyjaciel to moja bratnia dusza. Ktoś, kto rozumie nas bez słów, zna nas samych, wie co jest dla nas dobre, a co złe. Przyjaciel to osoba, na którą zawsze możemy liczyć, która zawsze wyciągnie do nas pomocną dłoń, ale też da nam kopa w tyłek, gdy będziemy na niego zasługiwać. Przyjaciel nas nie ocenia, nie obgaduje za naszymi plecami, nie wbija nam noża w plecy. To właśnie ta osoba przytuli nas, gdy będziemy potrzebować wsparcia, pocieszy dobrym słowem, a gdy popełnimy błąd otwarcie wyrazi swoją opinię. Szczerość, szacunek, zaufanie, brak rywalizacji, brak fałszu i obłudy, zero chorej zazdrości.

Nie musimy znać się od lat, by czuć, że ta osoba warta jest naszej przyjaźni. Nie musimy też spędzać ze sobą całych dni i każdej wolnej chwili. Ważne, by być, istnieć i czuć, że w każdej chwili będziemy dla siebie. I teraz rodzi się pytanie. Ile takich osób mamy w swoim życiu?

Jak wspomniałam na początku tego posta, jako nastolatka bardzo chciałam mieć przyjaciółkę. Niestety ciągłe przeprowadzki, zmiany otoczenia spowodowały, że nie łatwo było mi utrzymać takie znajomości. Gdy weszłam w etap dorosłego życia nie było już czasu na szukanie przyjaciół. Tak, bo ciągła praca, pierwsze studia zaoczne, ówczesna miłość nie dawały mi możliwości poświęcania wolnego czasu dla znajomych. Czy to był błąd? W pewnym sensie tak. Dziś wiem, że mogłam dać z siebie więcej, ale wtedy liczyły się dla mnie inne wartości.

Mówi się, że na studiach zawiązują się przyjaźnie na całe życie. Niestety z tym zgodzić się nie mogę. Dwa razy studiowałam i dwa razy moje wnioski pozostały takie same. Wszystko wygląda super dopóki się uczymy. Później każdy idzie w swoją stronę i poświęca się dla swojego życia. Gdzie więc znajdziemy przyjaciela z prawdziwego zdarzenia? Szukać czy też nie?

"Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie". Ile w tym prawdy? To zależy od sytuacji. Przekonałam się na własnym przykładzie, że nie do końca tak jest. W marcu wylądowałam w szpitalu. Ile osób mnie wtedy odwiedziło? Ile osób wspierało choćby ciepłym słowem? Ile osób wykonało ten jeden telefon, by zapytać się, jak się trzymam? Uwierzcie mi, mogę policzyć na palcach u jednej ręki. Ci, na których liczyłam nawet nie dali o sobie znać. Była przy mnie rodzina i wybrane jednostki. Smutne, ale prawdziwe. Momentami odniosłam nawet wrażenie, że kilka osób cieszyło się z mojej sytuacji i to jest już straszne. A co najgorsze, to były osoby, które wydawały się bliskie mojemu sercu.

No tak, przyjaciel, przyjaciółka. Wszystko wygląda pięknie i ładnie, aż nie przytrafi nam się coś złego. Czy to zmiana materialna, czy to znów choroba. Wtedy ludzie zaczynają się bać i uciekać. Z drugiej strony, kiedy to nam powodzi się lepiej, odnosimy sukcesy też potrafią czuć się zagrożeni i tym samym od nas odsuwać, lub jeszcze gorzej, zazdrościć nam.

Po wielu doświadczeniach doszłam do wniosku, że nie potrzebuję przyjaciół. Wolę mieć znajomych, z którymi miło spędzam czas. Wolę mieć koleżanki, z którymi raz na jakiś czas wyskoczę na kawę, na wspólne zakupy czy też lunch. Wolę otaczać się pozytywnymi ludźmi, którym nie powierzam swoich sekretów, którym nie pożyczam pieniędzy, którym nie pokazuję jaką wartość ma mój portfel, którzy znają mnie na tyle, by móc pogadać przez telefon o codzienności bez wyjawiania swoich problemów. Nie chcę by w moim życiu ktoś się wywyższał, ktoś mnie kopiował, ktoś mi obrabiał tyłek za plecami i ciągle czegoś ode mnie oczekiwał. Czy przez to czuję się lepiej? Tak, bo wiem że w chwili załamania, gdy potrzebuję pomocy mogę liczyć na rodzinę, a to dla mnie jest najważniejsze!!!


XOXO

9 komentarzy:

  1. Widzę, że mamy podobne doświadczenia życiowe. Na studiach miała identyczne sytuacje, przyjaźnie trwały do momentu obrony, potem kontakty sie urywały :( życie i potyczki losowe same weryfikują nam przyjaciół. Mam dwie przyjaciółki i poznałam je kilka lat temu wiem, że mogę z nimi "konie kraść". Czytam juz jakiś czas Twojego bloga, uważam Cię za bardzo sympatyczna i przemiłą osobę. Ściskam mocno Agnieszka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Anitko to co napisałaś to sama prawda, pracując miałam oj bardzo wielu rzekomych przyjaciół. Była to taka przyjaźń że oni patrzyli tylko co mogą dzięki mnie uzyskać, kiedy zachorowałam i nie było mnie przez 6 mcy w pracy to część tych przyjaciół jeszcze przejeżdżała dzwoniła i prosiła żebym na telefon coś jeszcze pomogła. Jak wyprowadziłam się i zaczęłam mieszkać i w Poznaniu i na Pomorzu to niedobitki potrafiły jeszcze tam przyechać. Ja w pewnym momencie dałam sobie i na luz i zamknęłam tamtą bramę. ODCIęŁAM OD SIEBIE TAKICH PRZYJACIÓŁ. Zmieniłam numer i teraz z perspektywy czasu dobrze wiem że to żadni przyjaciele. Aktualnie w tej miejscowości nie mam przyjaciół mam znajomą dobrą co będzie dalej czas pokaże. Był już moment że myslałam że to już przyjaciółka ale od momentu pisania Bloga i jak zobaczyła że liczba odsłon się zwiększa zaczęła dziwnie się zachowywać traktować mnie na dystans choć ja jak zwykle dużo zainwestowałam czasu i pieniędzy w tą znajomość. Nie wiem czy warto mieć przyjaciółkę. Nie mam rodzeństwa i zawsze chciałam je mieć, choć teraz patrząc na mego męża i jego rodzeństwo i układy które się porobiły stwierdzam że chyba przestaję żałować że go nie mam. Jak zaczniesz pisać coś w sieci i zaczniesz o tym mówić głośno to ludzie i tak za twoimi placami tyłek ci obrobią a po co mi tacy znajomi i rzekomo przyjaciele. jest dobrze jak jest. Mam męża i to jemu mogę zwierzyć się ze wszystkiego. Masz Maximo i to jest najważniejsze. pozdrawiam Cie ciepło i dziękuję że jesteś od samego rana bo były dni że to twój Blog cieszył mnie w momentach depresyjnych i smutnych i był siłą napędową żeby spróbować swoich sił w sieci. Oczywiście nie dorównam mistrzowi jakim Ty jesteś i przed którym chylę czoła ale spróbować było warto i za to dziękuję. Arleta

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja ciocia miała przyjaciółkę przez długie lata. Dziś, po jej, śmierci przyjaciółką, która jest samotna, zajmuje się moja kuzynka. Tak jakby była rodziną. To taki ładny, budujący, przykład, że kiedyś się dało. Przyjaciółkę od serca miała też moja mama i jej siostra. I to były naprawdę wartościowe przyjaźnie. Mi jednak przyjaźnienie się jakoś nie wychodzi. Chyba jest trudniej w dzisiejszych czasach. Nie to, że spotkałam się z jakimś fałszem (to tak, ale w pracy) po prostu po latach nasze drogi jakoś tak, bezboleśnie, się rozeszły. A tak szczerze, to teraz nawet nie mam ochoty na tak bliskie relacje. Znajomości są zdrowsze. Na szczęście mam rodzinę, która spełnia moje potrzeby bycia blisko. Siostry i fajna szwagierka, to jest niezawodny babiniec :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyjaźnie to nie dla mnie. Mialam kilka "przyjaciolek". W lipcu odcielam się od ostatniej, tej ze studiow hahaha ;) Bo i jak można dwa dni przed weselem powiedziec, ze jednak się nie przyjedzie na wesele, bo "bla bla bla - nawet nie sluchalam polowy". Cenie sobie spokój, jestem spokojniejsza mając wielu znajomych i tylko jednego przyjaciela - meza.

    Buzi <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tam uważam, że najlepszym przyjacielem jest mój chłopak. Jesteśmy już razem prawie 4 lata i od tego czasu tylko jemu powierzam samą siebie. Od początku edukacji przekonywałam się, że "przyjaciółki" są tylko wtedy, gdy czegoś chcą. Najlepiej zaufać swojej miłości, wtedy możemy być pewni, że jest prawdziwa. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. W dzisiejszych czasach o prawdziwego przyjaciele jest naprawdę ciężko. Wszędzie obłuda, zakłamanie i zazdrość. Z reguły jestem bardzo nieufna do ludzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Dzisiejsze czasy to pęd do kariery i kasy... Gdzie w tym pędzie odnaleźć prawdziwego przyjaciela... Od 11 lat mam tylko albo i aż jedną najukochańszą przyjaciółkę, którą traktuję jak swoją Siostrę. Wolę pielęgnować, dbać o tą jedną przyjaźń niż rozmieniać się na drobne i posiadać kilku/kilkunastu "pseudoprzyjaciół". Liczy się jakość, a nie ilość.

      Usuń
  7. Sama prawda... Kiedyś miałam przyjaciółkę i to kilka dobrych lat. No taką normalnie jak siostrę :) Wiem, że skoczyłaby za mną w ognień i w sumie vice-versa... Ale zraniła mnie pewnego wieczoru do żywego i potem wyjechała na studia i tak nasz kontakt totalnie się urwał. Teraz nawet się do siebie nie odzywamy :( Taka to była przyjaciółka. Teraz również wychodzę z założenia, ze lepiej mieć znajomych a nie przyjaciół bo po raz drugi takiego ciosu od "przyjaciela" mogłabym nie przeżyć :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Zrobiło się dosyć pesymistycznie, myślę, że w każdych czasach jest trudno znaleźć przyjaciela, nawet w Biblii jest dużo mowy na ten temat, dlatego właśnie jest to coś takiego wartościowego, jest to cnota. Ja zawsze ceniłam sobie przyjaźnie, ale zauważyłam, że z biegiem czasu się zmieniamy i mamy inne priorytety. Dla mnie przyjacielem jest mój mąż, wiem, że mogę mu ufać, on mnie dobrze zna, a przyjaźń nie rozjedzie się, bo podążamy w tym samym kierunku. :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 COCO COLLECTION , Blogger