piątek, 1 sierpnia 2014

Life Style Coco, czyli niekoniecznie kosmetycznie w lipcu '14!

Już kilka razy wspominałam Wam, że lipiec gdzieś mi uciekł. Lato mamy w tym roku przepiękne, co bardzo mnie cieszy! Nie mam zamiaru dziś na nic narzekać, a tym bardziej na pogodę. Staram się korzystać z każdego dnia i czerpać jak najwięcej. Moje prawdziwe wakacje jeszcze się nie zaczęły, choć pewnie część z Was już z nich wróciła. Marzą mi się piękne widoki, plaża, morze i słońce. Na szczęście już za parę dni te marzenia się spełnią :)
Dziś na blogu znów pogadanka o minionym miesiącu. Co się wydarzyło? Nowe książki, nowe filmy itd. Bo przecież relaks to nie tylko wygrzewanie się na słońcu czy wielogodzinne spanie :)

 
Zapachem tego miesiąca był melon! Słodki. Idealny na lato, ciepłe wieczory, a także chwile spędzone z moim M.
 
 
Nadrobiłam też zaległości w necie.
Pierwszy film "Jack Ryan" - akcja, dobra fabuła i rewelacyjna obsada. Polecam!
A drugi film to historia, o której pewnie już słyszeliście. Miałam wybrać się na niego do kina, ale jakoś tak wyszło i dopiero mama przypomniała mi o tym filmie.
Niesamowite wydarzenia, popłynęło wiele łez. Bardzo się wzruszyłam, ale też przyszedł czas na refleksje. Jeśli jeszcze nie widzieliście koniecznie to zróbcie!!!
 
 
Jeśli już oglądam jakieś seriale to muszą być one bardzo dobre! Ostatnio wkręciłam się w nową produkcję HBO i w każdy poniedziałek wieczorem czekam na nowy odcinek.
Pozostawieni to serial dla widzów o mocnych nerwach. Jest o przemocy, są brutalne sceny, jest wątek miłości i rodziny, jest sekta, jest wiele zagadek do rozwiązania. Dużo tu psychologii, dużo tu wiary. Jednak nie zawsze chodzi o wiarę w Boga, a czasem w drugiego człowieka...
 
 
Jak mogliście również zobaczyć na facebook'u w lipcu dwa razy wpadłam do kina.
Zaciekawiły mnie dwie produkcje, które koniecznie chciałam zobaczyć.
Na początek "Zbaw nas od złego". Spodziewałam się bardziej egzorcyzmów niż typowej akcji, a tu proszę, było na odwrót. Już dawno nie widziałam tak dobrego, trzymającego w napięciu filmu z serii " tych strasznych". Nie będę opowiadać Wam całej fabuły. Dodam tylko tyle, ze historia jest niesamowita i do końca trzyma widza w niepewności. Do tego charakterystyczne wątki okultyzmu, troszkę policyjno - wojskowej sensacji. A co najważniejsze, bardzo dobrze odegrane role!
 
Drugi film to kolejna część "Nocy Oczyszczenia". Pamiętacie, jak zachwycałam się jedynką? W tym przypadku jest podobnie. Fabuła troszkę zbliżona, ale zupełnie inna historia. I nawet popłynęły mi łzy co rzadko bywa na tego typu filmach. Mocny, nie dla mięczaków! Polecam!
 
 
 
Chcę Wam polecić dwa ciekawe artykuły z ostatniego Harper's Bazaar.
Pierwszy dotyczy nowego typu badań, które opierają się na naszym DNA. Dzięki nim możemy znaleźć rozwiązanie na młodą skórę, szczupłą sylwetkę czy też dobre zdrowie.
Drugi natomiast jest o czekoladzie. Kto nie lubi czekolady? A co powiecie na czekoladę jako sposób na szczupłą talię?
 
 
A na koniec książki!
Udało mi się przeczytać dwie i już mam kolejną, która czeka by zabrać ją na wakacyjny wyjazd.
 
 
" Osiem wyjątkowych historii kobiet samotnych, zakochanych, samodzielnych lub bezradnych. Każda z tych opowieści przepełniona jest intensywnymi uczuciami i emocjami...
Historia rozpięta między listami, opowiadanie w opowiadaniu i narracja zbudowana wokół lokalnej piosenki... "
 
Troszkę nie moja bajka. Lubię czytać historie innych kobiet, ale ta książka do mnie nie trafiła. Być może to właśnie wina narracji? Nie wiem, przeczytałam do końca, ale nie jestem aż tak pod wrażeniem!
 
 
" Szokujący i realistyczny obraz życia dziewczyn z ulicy... Głos kobiet, których nikt dotąd nie słuchał... One powiedzą Ci prawdę... "
 
Podobno na podstawie tej książki został nakręcony film. I znów mamy historie kobiet, ale tym razem w zupełnie innym wydaniu. Książkę można przeczytać jednym tchem w ciągu kilku godzin.
Trochę wulgarna, czasem irytująca, ale za to pełna współczucia. Jeśli interesuje Was cały ten rynek prostytucji, to będzie książka dla Was!
 
Lipiec zaowocował w nowe współprace kosmetyczne. Poznałam kilka zabawnych i ciekawych osób. Starałam się spędzać wszystkie wolne chwile z moim M. Lato to również dobry okres na grilla ze znajomymi, spacery po parkach, czy zwiedzanie różnych miejsc, do których zawsze chciało się pojechać. Tak też było i z nami. Teraz czas przygotować się do wyjazdu w odwiedzinki u rodziny we Włoszech. Sierpień zapowiada się jako bardzo udany miesiąc, ale czy tak będzie to wyjdzie już w praniu ;)
 
Życzę Wam udanego weekendu!
XOXO

czwartek, 31 lipca 2014

Le Petit Marseiliais - lawenda, nektarynka i aloes, czyli dwa żele i jedno mleczko!

Już kilka razy wspominałam Wam o tych produktach. Pojawiły się też w moich ulubieńcach, a co najlepsze mam również okazję być ambasadorką marki LPM. Niech Was to nie zmyli, bo moje opinie są zawsze bezstronne, prawdziwe i jeśli coś mi nie pasuje to o tym piszę! W każdym razie dziś chcę Wam przedstawić trzy kosmetyki, które bardzo polubiłam i będę do nich wracać z wielką przyjemnością. Jesteście ciekawi? Zapraszam dalej.

 
LPM Mleczko regenerujące - Masło Shea, Aloes, Wosk Pszczeli
LPM delikatny żel pod prysznic - Biała Brzoskwinia i Nektarynka
LPM Kremowy żel pod prysznic - Miód Lawendowy
 
 
Zacznijmy od dwóch żeli pod prysznic. Różnią się między sobą zapachem, konsystencją, wielkością opakowania i oczywiście składem.
 
 
"Biała Brzoskwinia i Nektarynka to więcej niż wymarzona delikatnośc. Niezwykła lekkośc łatwej do spłukania piany zachwyca intensywnie owocowym zapachem. Twoja skóra ma wszystko, czego potrzebuje - jest miękka, nawilżona i odświeżona. "
 
To małe, morelowe opakowanie zawiera 250 ml produktu.
Jego przydatnośc od otwarcia to okres 12 miesięcy.
Znajdziemy również informację o tym, że produkt przetestowano dermatologicznie, posiada pH neutralne dla skóry, a baza myjąca jest pochodzenia roślinnego.
 
W składzie znajdują się : woda, gliceryna, wyciąg z moreli, wyciąg z nektarynki, kwas cytrynowy, związki zapachowe, barwniki, substancje myjące, pianotwórcze, powierzchniowo - czynne itd.
Jak widzicie, nie jest to produkt naturalny, ale nie jest aż tak źle ;)
 
 
Konsystencja lekko żelowa, w kolorze zbliżonym do opakowania!
Zapach cudowny! Czuć brzoskwinię, nektarynkę itd.
Bardzo dobrze się pieni, przy czym tylko mała jego ilość wystarczy na otrzymanie fajnej piany.
Poza tym jest też wydajny!
Produkt nie podrażnia, ale też nie przesusza mojej skóry.
Zapach umila kąpiel, jednak nie pozostaje długo na skórze.
Idealny na lato, w celu odświeżenia i dodania nam energii o poranku!
Koniecznie go przetestujcie :)
 
 
" LPM Miód Lawendowy delikatnie myje Twoją skórę, pamiętając o jej potrzebach. Aksamitna, łatwa do spłukiwania piana swym zapachem przypomina rozkoszny aromat Prowansji. Intensywne nuty zapachowe uwodzą słodyczą miodu. Twoja skóra jest zadbana - miękka, nawilżona i odżywiona."
 
Kolejny żel ukryto w dużym opakowaniu o pojemności 400 ml.
Jego przydatność od otwarcia to również 12 miesięcy i jak podobnie u poprzednika przetestowano go dermatologicznie, ma naturalne dla skóry pH itd.
 
Tu w składzie mamy: wodę, glicerynę, substancje myjące, wyciąg z miodu, SLS, kwas cytrynowy, związki zapachowe, kumaryna, substancje zmiękczające itd. A lawendy brak!!!!
 
 
W tym przypadku konsystencja jest lekko kremowa i ma bardzo bardzo delikatną fioletową barwę.
Zapach totalnie nie przypomina typowej lawendy i może właśnie dlatego przypadł mi do gustu. Przyznaję, że nie lubię lawendy w kosmetykach, a tu taka niespodzianka!
 
Żel nie przesusza skóry, a tworzy gęstą pianę.
Nie podrażnia!
Zapach jest tak intensywny, że jeszcze po prysznicu czuć go na skórze.
Powinien spodobać się też mężczyznom ;)
Znalazłam dla niego również inne rozwiązanie niż przewiduje producent. Dodaję go do wieczornej kąpieli w wannie i niesamowicie mnie relaksuje!!!
Fajny i wart zainteresowanie produkt.
 
 
" By spełnić potrzeby zniszczonej i przesuszonej skóry, LPM stworzył idealną kompozycję. Połączył trzy wyjątkowe składniki z Południa: cudowne masło Shea, które odżywia i optymalnie nawilża skórę, aloes znany ze szczególnie kojącego działania i zapewniający ochronę wosk pszczeli.
Bogata receptura, aromatyczny zapach i regenerujące właściwości mleczka pomagają odbudować skórę i zapewniają jej zdrowy wygląd. "
 
 
Opakowanie jest bardzo wygodne i zawiera pompkę, co bardzo ułatwia dozowanie produktu. Pojemność 250 ml, przydatność 12 miesięcy, przeznaczenie do skóry zniszczonej i przesuszonej.
 
W składzie mamy glicerynę, nieszczęsną parafinę, silikony, wyciąg z aloesu, wosk pszczeli, masło Shea, karbomer, gumę ksantanową, związki zapachowe, barwniki itd.
Przyznaję, że najlepszy skład to nie jest i nie wiem dlaczego producent wrzucił parafinę, która tylko oblepia ciała i nic dobrego nie robi. Na szczęście w przypadku tego mleczka nie doświadczyłam jej złych skutków na mojej skórze.
 
 
Mimo swojego składu mleczko ma lekką, przyjemną konsystencję, która szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy na skórze, nie robi smug i nie podrażnia.
Nie zauważyłam zapychania , a tym bardziej wyprysków na skórze ( działanie parafiny ).
Zapach tego kosmetyku podpasował mi najbardziej. I choć ciężko go opisać przypomina mi kremową, może troszkę waniliowo - karmelową słodycz z dodatkiem miodu.
Aromat długo utrzymuje się na skórze lecz nie musicie się obawiać, że będzie zbyt intensywny!
Po zastosowaniu skóra jest dobrze nawilżona, gładka i miękka.
Przy dłuższym użyciu zauważyłam dobrą regenerację, a co najważniejsze to długotrwałe nawilżenie.
 
Do opisania i zapoznania Was z marką LPM mam jeszcze dwa kosmetyki. To również będzie żel i mleczko do ciała, ale już inne zapachy i inne składy.
Wszystko w swoim czasie!
Mam również nadzieję, że przekonałam Was do LPM. Jeśli nie macie nic przeciwko składom będzie zadowoleni z działania. No i te zapachy!!! Co tu dużo pisać!
Koniecznie spróbujcie :)
 
XOXO 

środa, 30 lipca 2014

TAG Domowy!!

Perfekcjonistka, pedantka czy bałaganiara? Co lubię robić w domu, a za czym nie przepadam? Moje rady i porady? Zapraszam Was dziś na TAG!!!



 
 
Na początku dodam, że uwielbiam mój dom, a dokładnie moje mieszkanie. Przywiązuję się do miejsc i rzeczy, ale kocham dekorować, urządzać i zmieniać. Mój dom to moja oaza, gdzie zawsze mogę się schować i uciec od rzeczywistości!!!
Podczas ostatnich wyprzedaży kupiłam kilka rzeczy właśnie do domu. I wiecie co, wolę wydawać kasę na takie "pierdoły" niż na ciuchy! Często wpadam do sklepów wnętrzarskich. Lubię też polować na fajne gadżety np. w Empiku.
No dobrze, ale przejdźmy już do TAG'u!!!
 
1. Dwa obowiązki domowe, które lubisz robić?
 
Pranie, bo robi to za mnie pralka i zmywanie, bo wyręcza mnie zmywarka!
 
2. Dwa obowiązki domowe, których nie lubisz robić?
 
Pierwszy to mycie kibelka - bleeeeeee
Drugi wyciąganie moich włosów z odpływu w wannie!!!
( Nie myślcie sobie, że tego nie robię, ale żadna z tego przyjemność!!! )
 
3. Czy lubisz gotować i jaka jest Twoja popisowa potrawa?
 
Oczywiście, że lubię :) Sprawia mi wielką przyjemność gotowanie dla innych. A podobno robię najlepsze włoskie ragu z wołowiną i risotto ze szparagami!
 
4. Podziel się dwoma trikami perfekcyjnej pani domu.
 
Uwierzcie mi, ale jest tego bardzo dużo.
nr 1 - zawsze wkładam do zmywarki połówkę cytryny, która daje piękny zapach naczyniom i dodatkowo dobrze je nabłyszcza.
 
nr 2 - jeśli zabraknie Wam płynu do czyszczenia toalety, wrzućcie jedną lub dwie tabletki aspiryny do odpływu. Poczekajcie, a następnie spuście wodę. W tej robi rewelacyjnie sprawdzi się też coca - cola
 
nr 3 - na usunięcie kamienia przy bateriach łazienkowych pomoże ocet kuchenny. Nawilżcie nim waciki, obłóżcie miejsca w których występuje kamień i zostawcie na kilka godzin.
 
nr 4 - jeśli umyjecie okna i nie chcecie by robiły się na nich zacieki, przetrzyjcie szyby miękką ściereczką nawilżoną kilkoma kroplami gliceryny!
 
Mogę tak wymieniać bez końca, ale mam nadzieję że tych kilka rad przyda się Wam w codziennych obowiązkach.
 
5. Wymień dwóch ulubieńców domu.
 
I jak tu nie wspomnieć o pralce, zmywarce, mikrofalówce, żelazku, czajniku elektrycznym, piekarniku itd.
 
6. Mieszkanie czy dom.
 
Uwielbiam piękne domy z ogrodem i może kiedyś na starość sama się takiego doczekam. Dom jednak wiąże się z mieszkaniem poza miastem, a ja jestem w ciągłym ruchu i nie wyobrażam sobie w tej chwili takiej przeprowadzki. Stawiam więc na mieszkanie i najlepiej w centrum!
 
7. Pedantka czy bałaganiara?
 
Zdecydowanie pedantka. Uwielbiam mieć czysto w domu, odkurzam każdego dnia. W szafie mam ciuchy ułożone kolorystycznie itd. Nie znoszę bałaganu i strasznie mnie to irytuje!
 
8. Jak wyglądałby Twój wymarzony dom?
 
Mój dom to rodzina, miłość, spokój i radość. Nie jest dla mnie ważne miejsce, ale to jaka atmosfera w nim panuje.
 
9. Tradycja wyniesiona z domu rodziców, którą praktykujesz do dziś.
 
Są to wspólne śniadania z bliskimi. Ze względu na charakter pracy mój M. często wyjeżdża, ale gdy tylko jest w domu każdego ranka jemy wspólne śniadanie.
 
10. Kto prowadzi budżet domowy?
 
Prowadzę go wspólnie z moim M. Innego wyjścia nie widzę ;)
 
A jak jest z Wami? Jeśli macie ochotę napiszcie w komentarzach Wasze odpowiedzi na powyższe pytania. Do TAG'u zapraszam również wszystkich tych, którzy mają na niego ochotę!
Życzę Wam miłego dnia!
 
XOXO
 

wtorek, 29 lipca 2014

Ulubieńcy lipca '14!

Aż trudno mi myśleć, że lipiec już dobiegł końca, a za chwilę mamy sierpień!? Jak ten czas szybko leci!! Lato w pełni, upały za oknem i piękne słońce! Czego chcieć więcej? Dziś przychodzę do Was z kosmetycznymi ulubieńcami. Ciekawi? Zapraszam dalej ...

 
 
Na początek produkty do ciała.
Jak pewnie część z Was już wie, zostałam ambasadorką marki LPM, ale już wcześniej kupiłam kilka kosmetyków, w tym właśnie żel pod prysznic i mleczko do ciała w celu przetestowania. Byłam ich bardzo ciekawa. No i oczywiście nie będę ukrywać, że podbiły one moje serce. W tym tygodniu poznacie zbiorową recenzję kilku z nich! Dlatego też czekajcie cierpliwie :)
 
Kolejny produkt to peeling do ciała TBS. Malinowy, cudownie pachnący, żelowy. Aż chce się go zjeść. Na mojej skórze sprawdza się idealnie, dobrze złuszcza, nie pozostawia tłustej warstwy i jest w sam raz na lato.
 
 
 
O ujędrniającej maseczce AHAVA pisałam Wam wczoraj. Uwielbiam efekt jaki pozostawia po użyciu. Skóra jest napięta, gładka, lekko rozjaśniona, a co najważniejsze znikają nawet lekkie zmarszczki! Polecam!!!
 
 
Moim ostatnim odkryciem był puder oczyszczający do twarzy YASUMI. Sprawdza się w tej kwestii bardzo dobrze, nie podrażnia i jest wydajny. Fajny kosmetyk wart zainteresowania.
 
 
Podczas zakupów w Biedronce znalazłam tinty do ust, które aplikuję prawie każdego dnia. Mają piękne kolory, nie wysuszają ust i kosztowały kilka złotych!!!
 
 
Dwa lakiery ESSIE, które wyglądają podobnie, ale tak nie jest. Owszem oba kremowe, oba delikatnie różowe, ale jeden z nich zawiera błyszczące drobinki, które dają piękny połysk, a drugi jest typowo matowy. Takie paznokcie miałam przez cały miesiąc ;)
 
 
 
Jest lato, a ja staram się nie opalać twarzy. Oczywiście stosuję filtry, a dodatkowo wspomagam się chusteczkami brązującymi. Szybka aplikacja, zero podrażnień i co ważne zero śmierdzącego efektu samoopalacza na skórze. Uwielbiam takie rozwiązanie! Próbowaliście?
 
Tyle, jeśli chodzi o kosmetycznych ulubieńców miesiąca. Kilka nowych produktów, a kilka już sprawdzonych. W sierpniu wyjeżdżam do Włoch na wakacje i mam zamiar kupić tam kilka nowych produktów. Lista jest długa, ale zobaczymy jak to będzie.
A co u Was sprawdziło się w tym miesiącu?
 
XOXO

poniedziałek, 28 lipca 2014

AHAVA Extreme Radiance Lifting Mask - maseczka liftingująco - rozświetlajaca

Mogę spokojnie przyznać, że odkryłam kolejny produkt w tym miesiącu, który mogę zaliczyć do Kosmetycznego Odkrycia! Jestem pod jego wielkim wrażeniem i totalnie się w nim zakochałam. A jak już wiecie, jestem wielką fanką marki AHAVA i tym razem kosmetyk spełnił moje wszelkie oczekiwania. Gotowi poznać bohaterkę dzisiejszego posta?

 
Maseczka przywraca skórze młody wygląd, rozświetla ją.
Niezwykle przyjemna w użyciu, odświeżająca maseczka sprawia, że skóra staje się gładka i odzyskuje jednolity koloryt. Dzięki skutecznemu działaniu kompleksu Extreme i Osmoter, pochodzących z najwyższych gór naszego globu oraz położonych rejonów stworzonych przez naturę, maseczka napina i ujędrnia skórę.
Preparat wzbogacono również minerałami Morza Martwego, ekstraktem z daktyli, tybetańskimi jagodami Goji oraz olejkiem arganowym, które odnawiają skórę.
Różnica widoczna już po 10 minutach.
 
 
Maseczka znajduje się w standardowym dla marki opakowaniu, czyli miękkiej tubce o pojemności 75 ml.
Testowana alergologicznie, ale nie testowana na zwierzętach!
Przeznaczona również do skóry wrażliwej.
Przydatność od otwarcia to 12 miesięcy.
Dostępność : Super - Pharm
 
Cena: 195 zł
 
Do końca lipca możecie skorzystać z 40 % rabatu na wszystkie kosmetyki marki AHAVA w sieci Super - Pharm!!!
 
Skład:
 
Aqua (Mineral Spring Water), Cyclopentasiloxane & PEG/PPG-18/18 Dimethicone, Caprylyl Glycol & 1,2 Hexanediol & Aqua (Water) & Sodium Hyaluronate,Glycerin, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Isohexadecane, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, C30-45Alkyldimethylsilyl Polypropylsilsesquioxane, Ruscus Aculeatus Root (Butcherbroom) Extract, Butylene Glycol & Calendula Officinalis Flower Extract & Propylene Glycol, Maris Aqua (Dead Sea Water), Aesculus Hippocastanum (Horsechestnut) Seed Extract & Propanediol (Corn derived Glycol), Equisetum Arvense Extract, Acetyl Dipeptide-1 Cetyl Ester & Hydroxyethylcellulose & Sorbitan Laurate, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Flower Water, Cetraria Islandica (Iceland Moss) Extract, Rabdosia Rubescens Extract & Sigesbeckia Orientalis Extract, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil & Olea Europaea (Olive) Leaf Extract, Dipotassium Glycyrrhizate, Allantoin, Argania Spinosa Kernel Oil, Parfum (Fragrance), Bisabolol, Phoenix Dactylifera Fruit Extract, Dunaliella Salina Extract & Hydrogenated Polydecene, Lycium Barbarum (Tibetian GojiBerry )Fruit Extract, Rubus Ellipticus (Himalayan Rasbery) Root Extract, Tocopherol (Vitamin E), Rosa Centifolia Flower Extract, Disodium Lauriminodipropionate Tocopheryl Phospates, Disodium EDTA, Iodopropynyl Butylcarbamate & PEG-4 & PEG-4 Dilaurate & PEG-4 Laurate, Methylisothiazolinone, Pentaerythrityl Tetra-di-t-butyl Hydroxyhydrocinnamate, Red 40 (CL 16035). 
 
Wiem, jest ogromny! Znajdziemy tu wyciąg z aloesu, glicerynę, wyciąg ze słodkich migdałów, wyciąg z myszopłocha kolczastego, wyciąg z nagietka lekarskiego, wodę z Morza Martwego, wyciąg z kasztanowca, wyciąg ze skrzypu polnego, wodę rumiankową, wyciąg z płucnicy islandzkiej, wyciąg z boskiej trawy, olej z oliwek, allantoinę, olej arganowy, związki zapachowe, bisabolol, wyciąg z owoców daktylowca, wyciąg z tybetańskich owoców Goij, wyciąg z himalajskich malin, witaminę E, wyciąg z kwiatów róży, troszkę silikonów itd.  
 
 
Maseczka posiada lekką, żelowo - kremową konsystencję i jest delikatnie zabarwiona na różowo.
Jej zapach to połączenie słodkich kwiatów z przyjemną świeżością. Nie jest zbyt intensywny, ale umila nam cały proces.
Maseczkę nakładamy na oczyszczoną skórę i pozostawiamy na 10 minut, a następnie starannie zmywamy.
Przy pierwszym użyciu czułam lekkie mrowienie, szczypanie, ale z każdą kolejną aplikacją to odczucie już więcej się nie pojawiło.
Nie doszło do żadnych podrażnień, żadnego zaczerwienienia.
Maseczka nie wchłaniała się do samego końca, ale dla mnie to nie problem.
Po zmyciu efekt był natychmiastowy!!!
Delikatne zmarszczki niesamowicie się wygładziły, zwłaszcza te wokół ust i tzw. lwia zmarszczka.
Oczywiście nie możemy liczyć na cud, że bardzo głębokie zmarszczki znikną, bo z tym poradzi sobie tylko wypełniacz. Nie mniej jednak skóra była bardzo napięta i ładnie wygładzona.
Często w przypadku takich produktów pojawia się uczucie ściągnięcia. Tu nie ma o nim mowy!!!
Co również rzuciło się w oczy to rozświetlenie skóry. Maseczka nie zawiera żadnych drobinek, a tym bardziej brokatu, więc nie musicie się obawiać. To co dzieje się z naszą skórą to naturalny blask i przyjemne nawilżenie.
Produkt jest niesamowity, a ja uwielbiam go zużywać.
Duże opakowanie i ogromna wydajność maseczki sprawią, że pozostanie ona z Wami na dłużej.
Wiem, ze część obawia się o wysoką cenę, ale po pierwsze warto w nią zainwestować, a po drugie nadal możecie skorzystać z promocji w Super - Pharm!
 
Przekonałam Was? Mam nadzieję, że polubicie kolejny kosmetyk AHAVA tak, jak ja!
 
XOXO

piątek, 25 lipca 2014

FOOD BOOK 9 , czyli jak się żywi Coco!

Już dawno na blogu nie było serii FOOD BOOK, którą tak lubicie. A ponieważ mamy lato staram się korzystać i czerpać z niego jak najwięcej. Dziś kolejny mój przykładowy jadłospis. Zapraszam...

 
Śniadanie tego dnia było na słodko. Zjadłam kanapki z ciemnego pieczywa z masłem orzechowo - migdałowym, które sama zrobiłam. Do tego pyszny, soczysty arbuz i herbatka malinowa.
 
 
Typowy letni obiad i mój ulubiony to młode ziemniaki z koperkiem i masłem. Do tego jajko sadzone i kefir. Pyszności!!!
 
 
Sezon na truskawki dobiega już końca i jeśli jeszcze gdzieś uda mi się je kupić to są w masakrycznie wysokiej cenie! Na podwieczorek przygotowałam włoską macedonię. Co to?
 
Truskawki kroimy i posypujemy małą ilością cukru. Następnie wstawiamy do lodówki i czekamy kilka godzin, aż puszczą sok. Następnie dodajemy sok z cytryny i odrobinę białego wina. Mieszamy! Dekorujemy miętą i gotowe! Koniecznie wypróbujcie :)
 
 
Na kolację tego dnia pisane było risotto ze szparagami z dużą ilością parmezanu i świeżego pieprzu. Podobno jestem mistrzynią w jego przygotowaniu ;)
 Przed snem grana była jeszcze zielona herbata z gruszką, a w ciągu dniu uzupełniałam płyny smakową wodą z kawałkami limonki i ogórka!
 
Pewnie zapytacie, gdzie jest mięso? Ostatnio postanowiłam troszkę je ograniczyć bo w letnie, upalne dni czuję się po nim ciężka! Brzuch mam napięty i strasznie mnie to drażni.
Nie oznacza to, że totalnie nie korzystam np. z wędlin! Owszem, ale w małych ilościach :)
 
Co myślicie o tym zestawie?
A jakie są Wasze ulubione letnie posiłki?
 
XOXO

czwartek, 24 lipca 2014

FLORMAR Pretty Cream & Glaze Lipstick

Tego samego dnia, gdy kupowałam nowe lakiery FLORMAR w moje ręce wpadła pomadka. Zaciekawił mnie kolor, a przemiła pani, która mnie obsługiwałam bardzo zachwalała ten produkt. Pomyślałam, że wypróbuję, bo nawet cena była zachęcająca. Dziś wiem, że więcej do niej nie wrócę i tym samym nie kupię żadnej innej pomadki tej marki. Dlaczego? Zapraszam dalej!

 
Według producenta:
 
Lśniąca, nawilżająca i nadająca natychmiastowego błysku ustom!
Bądź przygotowana na niesamowity efekt końcowy, który w rezultacie odbudowuje i nawilża. Nieklejąca i niesamowicie wygładzająca pomadka o lekkiej konsystencji, dająca możliwości kontroli rozprowadzania, co ułatwia aplikację. Mieszanina naturalnych ekstraktów jak olej z pestek winogron, oleju z pestek moreli, czy mieszanina naturalnych maseł jak masło shea, masło kokosowe i masło mango wygładzają i zmiękczają usta nawadniając i chroniąc je pozostawiają łagodząco kojący efekt.
 
 
Posiadam odcień numer P323 Pink Coral
 
Jest to mieszanka różowo - koralowa, bez drobinek, lekko neonowa!
Producent zapewnia o blasku, a tu mamy typowy matowy efekt!
Dziwne? No właśnie!
 
 
Opakowanie jest plastikowe i szczerze mówiąc troszkę tandetne. Nie mniej jednak konsystencja samej pomadki jest rzeczywiście bardzo kremowa, ale nie jest to masełko do ust.
Zapachu intensywny, sztuczny :(  
 
Opakowanie zawiera 4,2 g produktu, a cena to ok. 14,00 zł
Dostępność: stoiska marki FLORMAR
 
Zobaczcie jak pomadka prezentuje się na ustach:
 
 
 
 
Krycie jest mocne i wystarczy tylko jedna warstwa by uzyskać taki właśnie efekt.  
Nie zbiera się w kącikach ust, nie rozmazuje, nie wychodzi poza kontur ust.
Jest wyrazista, ale bardzo nietrwała. Już po godzinie trzeba ją poprawiać!
Zauważyłam również mało przyjemne wysuszenie i dla mnie jest to dyskwalifikacja.
Jeśli pomadka jest kremowa, ma w składzie tyle nawilżaczy i do tego producent zapewnia o nawilżeniu to dlaczego efekt jest odwrotny?
Nie rozumiem tego.
Mimo iż kolor jest piękny, a krycie rewelacyjne to i tak pomadka jest raczej przeciętna i wolę zainwestować te pieniądze np. w szmineczki Celia!
Szczerze nie polecam, ale wybór należy do Was!
 
XOXO