8/09/2017

MASKA W PŁACIE CZY MASKA W PŁACHCIE?

Koreanki odkryły zalety maseczek w płacie już ponad dekadę temu. U nas królują one od kilku sezonów. Są ich zwolenniczki, ale też i takie osoby, które twierdzą, że nie widzą żadnych pozytywów ich używania. Z jednej strony dodatkowa pomoc w codziennej pielęgnacji, z drugiej gadżet. Co ciekawe, bardzo często spotykam się określaniem maseczek w płacie jako maseczki w płachcie. Czy mnie to irytuje? Odrobinę tak ;) Zanim jednak przejdę do wyjaśnienia tego zjawiska skupmy się na samym działaniu owych wspomagaczy...



Maseczki w płacie spotkacie w praktycznie każdym domu Azjatek. Są one nie tylko dodatkiem do pielęgnacji, ale również sposobem na sprawienie skórze odrobiny przyjemności. Swoim kształtem dopasowują się do twarzy, mają różne kolory, wzory i nasączone są składnikami aktywnymi, które szybciej przedostają się do skóry. Na rynku mamy szeroki zakres masek wykonanych z różnego rodzaju włókien naturalnych i syntetycznych ( bawełna, włókno bambusowe, mikrofibra, polipropylen PP, czy nawet hydrożel ). Ich ceny różnią się od siebie w zależności od miejsca produkcji i coraz więcej firm kosmetycznych chce mieć je w swojej ofercie. 

Maseczki w płacie to świetny sposób na dostarczenie skórze intensywnie nawilżających substancji i nie tylko. Wyobraźcie sobie, że nasza naturalna bariera ochronna skóry zbudowana jest z lipidów, a jednym z najważniejszych celów pielęgnacji jest jej wzmocnienie. Jeśli bariera ochronna ulegnie uszkodzeniu, wilgoć może wyparować przez mikroubytki w skórze, co znów może wywołać łuszczenie się skóry i podrażnienia. Jeśli na stałe wprowadzimy do codziennej pielęgnacji właśnie maseczki w płacie ( stosowane 2 lub 3 razy w tygodniu ) zauważymy, że skóra stanie się bardziej elastyczna, a drobne zmarszczki mimiczne płytsze. Doskonale wiedzą o tym Azjatki, więc dlaczego i my nie możemy z tego korzystać? 

Zalety masek w płacie: 

Są wygodne w stosowaniu. Zamknięte w szczelnym opakowaniu, jednorazowego użytku, gwarancja bezpieczeństwa stosowania - czystość mikrobiologiczna. 

Rozszerzają możliwość zastosowania masek - mogą działać łagodząco, przynosić ulgę i koić, działać nawilżająca, ujędrniająco i złuszczająco. Zwierają silnie skoncentrowane składniki i działają na zasadzie okluzji. 

Maski w płacie godne uwagi: 






Odkąd maseczki w płacie pojawiły się w sprzedaży, kobiety zaczęły zwracać uwagę nie tylko na ich zastosowanie, ale też na ich wymowę. Przyznam się Wam, że nie pamiętam u kogo pierwszy raz usłyszałam określenie "maska w płachcie". Owszem, zirytowało mnie to na początku. Myśląc o płachcie przychodził mi tylko jeden obraz do głowy - płachta na byka! Z czasem to zjawisko zrobiło się tak popularne, iż zaczęłam się zastanawiać o co chodzi. Czy rzeczywiście mówi się maska w płacie, czy może w płachcie. Postanowiłam więc zrobić mały eksperyment i to sprawdzić. Na opakowaniach prawie 90% maseczek tego typu znalazłam określenie "maska w płacie" i tak podawał je producent. Skąd więc ta płachta? 

Otóż moi drodzy, kto przeczytał książkę "Sekrety urody Koreanek" Charlotte Cho ten doskonale wie. Strona 87 rozpoczyna się artykułem na temat maseczek w płachcie. I znacie już odpowiedź. Dziewczyny podchwyciły określenie i zaczęły przesyłać je dalej. Blogerki, instablogerki i cała reszta. Tak właśnie płachta poszła w świat i większość zapomniała o płacie ;) Błąd tłumaczenia autorki książki? 

Charlotte Cho jest ekspertką od koreańskiej pielęgnacji skóry. Jej pierwsza książka została wydana w języku angielskim i przetłumaczona na wiele innych. Sheet Mask po przetłumaczeniu oznacza maska w płachcie, a Lobe Mask oznacza maska w płacie. Jest różnica? No jest! 

Drogie Panie, czas najwyższy schować irytację do kieszeni i pogodzić się z faktem, że formy maska w płacie oraz maska w płachcie można używać zamiennie. Nie ma to większego znaczenia, bo chodzi o jedno. Maseczka w postaci bawełnianego materiału lub hydrożelu nasączona aktywnymi substancjami ma działać, a to jak się o niej mówi nic nie zmieni. Sama lubię po nie sięgać. Mam też kilka ulubionych i uważam iż są one świetnym uzupełnieniem w codziennej pielęgnacji. Jeśli jeszcze ich nie znacie, polecam sprawdzić i przekonać się na własnej skórze. Śledztwo uważam za zamknięte. 

XOXO

12 komentarzy:

  1. Haha mam takie samo skojarzenie z płachtą jak Ty. Sama mówię/piszę "w płacie", ale właśnie bardzo często spotykam się z płachtą.
    Taką formę bardzo polubiłam. Jest wygodna, nic nie trzeba zmywać, nie się nie brudzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płachta czy płat nie ma znaczenia, bo tak jak piszesz maseczki same w sobie są bardzo wygodne i co ważne, działają :)

      Usuń
  2. Mam w domu spory zapas maseczek, lubię sobie je nakładać rano i wieczorem:)

    OdpowiedzUsuń
  3. niezle dochodzenie :) maseczki tego typu sa naparwde fajne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mi się udało hahah Zgadzam się, że maseczki są bardzo fajne :)

      Usuń
  4. Też mi się wydawało, że wszystko jedno jak się je nazywa :P

    OdpowiedzUsuń
  5. W płacie czy w płachcie- whateva ;) ważne, że działają i na te upały są prawdziwym ukojeniem. Tylko niektóre jak zauważyłam są źle skrojone czy docięte i co chwila trzeba je poprawiać :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Maseczki to nieodłączny element mojej pielęgnacji ;) Akurat tą ze ślimaczkiem miałam i chwalę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj również robiłam taki bład i określałam maseczki w płacie jako maseczki w płachcie.Ale poprawię się , obiecuję ! :)
    Polubiłam takie maski w osatnim czasie i dwa razy w tygodniu pozwalam sobie na taka przyjemność.

    Ksiązkę również sobie zamówiłam, ale księgarnia coś spóźnia sie z zamówieniem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam maksi w płacie <3 ostatnio testowałam z marki WHAMISA Organic Flowers Hydrogel Mask. Odżywiła i lekko ujędrniła skóre. Planuje też zakup tej maseczki co się pieni, próbowałyście już jej?

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2017 COCO COLLECTION